Blog naukowy z Gliwic. Zdobądź wiedzę z języków obcych, nauki pływania...

Dobrowolne podporządkowanie się w imię miłości

Historia nr 2: On jest szefem dekoratorów w domu towarowym i namiętnym wędkarzem. Jego nowa partnerka uznała wędkarstwo za coś wyjątkowo głupiego i gdy tylko mogła, ciągnęła go do kina. Godził się na to, bo po pierwsze pragnął być stale blisko swej nowej miłości, po drugie okazała się ona doskonałą znawczynią sztuki filmowej i chętnie korzystał z jej rozległej wiedzy. W zauroczeniu nowym uczuciem nawet nie zauważył, jak umykają mu stare kontakty i przyjaźnie z kręgu wędkarzy. Idea „szczęśliwa para robi wszystko wspólnie”, jest tak zakotwiczona w jego świadomości, że wcale mu nie przychodzi do głowy, iż ona może iść do kina, a on w tym czasie wybrać się na ryby. Ale któregoś dnia uświadamia sobie, że stracił coś bardzo ważnego, a mianowicie źródło swego spokoju i opanowania, które pozwalało mu na odnoszenie sukcesów w jego zawodzie. Najlepsze pomysły przychodziły mu do głowy wtedy, gdy pozornie bezczynnie siedział z zarzuconą wędką nad brzegiem rzeki.

Dwie historie o dobrowolnym podporządkowaniu się w imię miłości. Te opowieści nie były dramatyczne, bo w obu przypadkach zorientowano się w porę, że rezygnacja z własnych zainteresowań może mieć przykre, a nawet niebezpieczne konsekwencje. A jeśli doszło już do ograniczenia własnych zainteresowań, to trzeba jak najszybciej do nich powrócić.

Gorzej, jeśli żadna ze stron nie dostrzegła w porę tego problemu. Żeby go bliżej wyjaśnić, wyobraźmy sobie dwa koła równej wielkości. Jedno ma symbolizować mężczyznę, a drugie kobietę. W momencie zakochania oba koła zbliżają się do siebie, dotykają się i częściowo pokrywają. Nałożenie się dwóch kół stanowi wspólny świat zakochanej pary. Może być ono większe lub mniejsze w zależności od intensywności wzajemnego przyciągania się, wspólnych zainteresowań, od podobieństw lub różnic w pojmowaniu świata. (Wielkość wspólnego świata nie jest zresztą stała, może ona się zmieniać w czasie trwania związku.) Teraz ten wspólny świat stanowi jeszcze tajemniczy obszar – co za podniecające uczucie! Pamiętajmy jednak, że nie może on nam przesłonić całej reszty. Zostańmy przy naszych kołach. W środku znajduje się nowa wspólna przestrzeń, na prawo rozciąga się jej świat, na lewo jego. W większości przypadków własny świat ma taką samą wielkość jak świat wspólny, a to dlatego, że nawet najdoskonalszy partner może zaspokoić tylko część potrzeb drugiej strony.

Wyraźnie widać, z jak dużą redukcją osobowości mamy do czynienia, gdy interesujemy się tylko wspólnym światem, a zaniedbujemy lub w ogóle porzucamy własny. W efekcie osobowość kurczy się, staje się nudna, płaska i traci swą siłę przyciągania.

W momencie poznania się każde z nich miało własny pomysł na życie (czytaj: własne plany, marzenia, zainteresowania i własnych przyjaciół). Jeśli nowy partner nie podzielał tych zainteresowań i nie godził się na niektóre plany, to druga strona i tak była zadowolona. Tracąc to czy owo, zyskiwała przecież jego/ją.

Zarówno we własny jak i wspólny świat trzeba inwestować, gdyż w przeciwnym razie nie będzie szans na dalszy rozwój obojga partnerów i stworzenie przez nich takiego wspólnego świata, w którym czuliby się dobrze i bezpiecznie.

Jest to zadanie dosyć trudne, o czym najlepiej świadczy duża ilość nieudanych prób. Trzeba sobie jasno i wyraźnie powiedzieć, że słowa „nie rozdzielimy się nigdy” i „wszystko będziemy robić razem” z pewnością nie oznaczają raju, lecz początek końca. Druga ważna sprawa to przeniesienie doświadczeń, które zebrało się we własnym świecie do wspólnego, tak żeby go urządzić pięknie, mądrze i wygodnie, ale także interesująco i czasem zaskakująco.

Podobne Artykuły

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.